sobota, 21 grudnia 2013

ręcznie filcowany szal z broszką w bieli

Jest biały szal, mam nadzieję że będą też białe święta ...


Jeżeli powiedzenie, że dobro wraca do nas tysiąckrotnie jest prawdziwe - a wierzę w to z całego serca - to ten szal jest odrobiną czegoś dobrego dla kogoś specjalnego. Kogoś, kto pomaga mi w bardzo ważnej dla mnie sprawie i niczego w zamian nie oczekuje. Jeżeli więc umiejętność tworzenia czegoś miłego i pięknego z wełny pozwala mi odwdzięczyć się chociaż w taki sposób, to świetnie.


Śnieżnobiały szal dla kogoś, kto lubi biel. 
Delikatny, jak tylko może być wełna z merynosów z jedwabnym połyskiem.


Można go nosić na wiele sposobów, jakkolwiek podpowiada fantazja lub po prostu potrzeba danego dnia. Można go spinać broszką - kwiatem wykończonym pojedynczą perłą. Można też broszkę nosić oddzielnie.


Taki szal można prać ręcznie, koniecznie pamiętajcie jednak, że wymaga specjalnego ułożenia do suszenia, tak żeby zachować "fale" - ja używam tzw. plastikowych lokówek.
Zostały już tylko trzy czekoladki w kalendarzu adwentowym, wracam więc do filcowania moich niespodzianek. A Wy? 

piątek, 20 grudnia 2013

hand felted merino wool shawl in white

What goes around, comes around ...


I really believe that saying is so true. 
Here is a beautiful white shawl for someone special who's helping me with something very important to me without expecting anything in return. So it is my way of saying thank you to someone wearing white. And I must admitt, felting gives me a great opportunity to thank people in a very special and original way. And it makes me feel good.


It's made of white merino wool and silk with a single pearl in the middle of the flower.


It can be worn in many different ways - as I tried to suggest it on my pictures - and even more, with or without the flower brooch.


Hopefully it'll make the lady in white feel warm, cozy and really comfortable with the winter ahead of us.

pakujemy prezenty, czyli alternatywne torebki na świąteczne upominki

Jeżeli Wasze drogi zaprowadzą Was kiedyś we wschodnie rejony Polski, może na najbliższe ferie wybierzecie się do Białowieży, koniecznie - pomiędzy podziwianiem żubrów, zwiedzaniem muzeum a kuligiem po Puszczy Białowieskiej - zajedźcie do Parku Wodnego w Hajnówce. Poza wodnymi atrakcjami jest tam takie miejsce przyjazne rękodziełu, a nazywa się "Bar Ławeczka". Zajrzyjcie na kawę. Znajdziecie tam również stoisko z rękodziełem lokalnym i nie tylko. Dla miłośników rękodzieła - warto zobaczyć.

Dzisiaj wyjątkowo nie o filcowaniu ...



Zainspirowana uroczą śniadaniówką sprezentowaną mi przez przyjaciółkę - na zdjęciu powyżej - zamierzałam ozdobić torby na prezenty - które planowałam od początku uszyć z surówki bawełnianej i kolorowych wstążek - różnorodnymi emblematami z materiałów ze świątecznymi wzorami. Miałam przy okazji wykorzystać specjalną taśmę z klejem wprasowywaną w materiał. Rzeczywiście przez ostatnie lata szyję większość woreczków na prezenty i wiążę je wstążkami, albo pasami lśniących materiałów - chyba zgodnie z myślą przewodnią akcji "uwolnij tkaniny" - ponieważ zawsze wybieram do tego celu któryś z materiałów chomikowanych w szafie jeszcze z lat kiedy się materiały gromadziło. 

Ponieważ jednak jestem zafilcowana - stanęłam przed wyborem, albo uszyję woreczki na prezenty, albo zdążę z prezentami. Poszłam więc na skróty:


Wykorzystałam więc torby z tzw. szarego papieru, który w sumie jest brązowy, zrobiłam śmieszne rysunki i powklejałam kawałki materiału za pomocą tej wymienionej już wcześniej taśmy z klejem, a czasem po prostu kleju introligatorskiego, którego często używam.


Takie wzory wybrałam dla obdarowywanych dorosłych.


Dla dzieci zdecydowałam się na coś zabawniejszego...


...dla dziewczynek ...


... dla młodszych dziewczynek ...


... i dla chłopców ...


Nie spodziewaliście się chyba, że rysunki mają być idealne. 
Właśnie takie miały być, jakby dziecięce, zresztą tak zawsze rysowałam dla swoich dzieci.

Jeżeli więc nie macie jeszcze toreb na swoje prezenty, to może to jest dobry trop. Uwolnijcie swoją wyobraźnię, trochę kleju, nożyczki i parę kawałków tkanin, które zalegają w szafie.

Życzę Wam równie dobrej zabawy!

wtorek, 17 grudnia 2013

friendship braceletes

We need to treasure our friendships and celebrate time we spend together. 


It all started years ago, with our oldest in one class, we spent time before each Christmas making decorations for the school Christmas fair. Even though our children left school, we still meet to prepare something new for our own Christmas trees. 

I made these braceletes to simply say "thank you for being there". I tried to express the charakter of each one of us by choosing the right color of delicate merino wool and shades of silk and linen for the peacock's eye.

However, while rolling these bracelets, I came up with two other projects for bracelets. I'm going to try them out pretty soon, because there are only seven chocolates in my Christmas calender, and so many people to give presents to.

bransoletki przyjaźni

Bo tak to właśnie się zaczęło ...


... od babskich spotkań i przedświątecznych robótek ręcznych, a to na kiermasz, albo po prostu dla przyjemności ... 


Bo chociaż ja rzeczywiście wyrosłam wokół pięknych haftów mojej babci, kolorowych kordonków i muliny, materiałów i wzorów; chociaż moja mama obszywała nas przed każdymi wakacjami w sukienki a nawet stroje kąpielowe; chociaż jestem z pokolenia, które wymyślało coś z niczego, a jeżeli chciało się pójść na imprezę, to trzeba było coś najpierw uszyć lub znaleźć kogoś kto uszyje np. na wymianę; chociaż najwięcej swetrów zrobiłam na drutach w pociągu na trasie dom - stolica w okresie studiów i chociaż sama w końcu uszyłam swoją ślubną sukienkę - to czasy się przecież zmieniły i rękodzieło i wszystkie nasze umiejętności poszły gdzieś w kąt - u mnie tylko odkurzane w karnawale, kiedy trzeba było szyć nowe stroje na bale przebierańców dla dzieci albo ... dla nas. Wprawdzie dzięki temu właśnie moje dzieci miały sporą kolekcję strojów, których nie musiały zwracać do wypożyczalni zaraz po balu i mogły do woli przebierać się, a nawet urządzać imprezy przebierane i teatrzyki - tu właściwie wyczerpywała się potrzeba szycia. 


Być może tak byłoby do dziś, gdyby nie konieczność szykowania różnego rodzaju rękodzieła na doroczne kiermasze dla klasy naszych dzieci i szkoły. Co roku pomysłodawczyni naszych rękodzielniczych spotkań wymyślała nowy temat i nową technikę. Robiłyśmy ozdoby na kiermasz z klasą, robiłyśmy ozdoby na nasze domowe choinki z naszymi dziećmi. To zawsze była świetna zabawa,  przyjemne z pożytecznym. Robiłyśmy różne ozdoby, były domki z piernika, drewniane choinki i renifery ... 
Na naszej choince co roku wiszą wszystkie nasze "arcydzieła" i to właśnie czyni ją niepowtarzalną - to jak podróż przez wspomnienia. 

Bakcyla tak naprawdę złapałam na nowo przy cekinowych bombkach. Pochłonęły mnie tak, że zrobiłam kilka kompletów na własną choinkę i obdzieliłam wszystkich prezentowo. Zużyłam tonę szpilek i cekinów. Mam takie cudne pudełko na cekiny - wszystkie możliwe kolory ... cekiny, wstążeczki w odpowiednich odcieniach - robi wrażenie. Cekinowe bombki są piękne, mam swoje ulubione wzory, własnego pomysłu. W tym roku pewnie nie zrobię żadnej, (chociaż dokupiłam i bombki i szpilki, a cekinów mam zapas na lata) - tak się zajęłam filcowaniem. Ale z przyjemnością zawieszę je na choince i będę znowu podziwiać. 

Bransoletki przyjaźni zrobiłam na nasze tegoroczne babskie warsztaty przedświąteczne, chcąc powiedzieć w ten sposób przyjaciółkom, że cieszę się, że po prostu są, że chociaż nasze dzieci wyrosły już ze wspólnej szkoły, wspólnej klasy i kiermaszu, to nadal celebrujemy swoje spotkanka przedświąteczne i nie tylko.
Starałam się uchwycić charakter każdej z nas w kolorystyce dobranej do każdej bransolety. Prosta forma, delikatny merynos i motyw pawiego oczka z jedwabiu i lnu.


Myślałam, ze bransoletki nie interesują mnie zbytnio, ale już w trakcie filcowania tych, przyszły mi do głowy dwa kolejne projekty bransoletek - w sumie doskonały pomysł na prezent świąteczny. Dla przyjaciółki, dla siostry, dla kogoś z rodziny... 
Tyle pomysłów, tyle osób do obdarowania, a został już tylko tydzień do Gwiazdki. 

niedziela, 15 grudnia 2013

Fale Bałtyku, czyli torebka z morskim pejzażem malowana wełną - ręcznie filcowana na mokro

Wywołana do tablicy "mewa" zainspirowała mnie do ufilcowania torebki z pejzażem morskim.


Krajobraz ułożony z merynosa w odcieniach od szarości kamienistej plaży, przez niebieskie morze, granat na horyzoncie, po błękit nieba, na którego tle krążą mewy. Dziewczyna z rozwianym włosem - nie wiadomo, czy podziwia widok, czy też właśnie wynurzyła się z fal Bałtyku jak Afrodyta (chociaż bogini, moim zdaniem, wolała cieplejsze morza)


Jedwab, len i bambus wykorzystałam dla dodania połysku i faktury oraz podkreślenia fal morskich i obłoków na niebie.


Motyw dziewczyny - jak zawsze - wykonany na sucho igłą. Szczególnie urocze są piękne loki jasnych włosów - efekt mojego kolejnego eksperymentu kolorystycznego, czyli farbowania herbatą.


Torebka jest bezszwowa, ufilcowana na mokro.


Podszewka z surówki bawełnianej została wszyta ręcznie, ma kieszonkę i zapięcie magnetyczne. Pasek ufilcowany z wełny w różnych odcieniach niebieskiego można regulować poprzez zawiązanie supła na odpowiednią długość. 


Dotychczas widzieliście na moim blogu prace, które filcowałam wcześniej - we wrześniu, październiku, listopadzie, na nawet wiosną. Ta torebka jest jak świeża bułeczka, w piątek w nocy przyszywałam jeszcze pasek i wszywałam podszewkę, aby w sobotę rano przekazać ją na kiermasz świąteczny. Pieniążki z jej sprzedaży zasilą nowy projekt edukacyjny dla dzieci, a ktoś - mam nadzieję - będzie się nią długo cieszył.

Zostawcie komentarz na blogu lub wyślijcie pod adres: mewa.filcandfelt@gmail.com

środa, 11 grudnia 2013

maki malowane wełną



W pewnym sensie, przez ostatnie 3 tygodnie spędzam  z Wami dość dużo czasu, dzielę się więc czymś wyjątkowo osobistym...


Te maki malowane wełną, to mój pierwszy obraz w życiu. Namalowałam go w pierwszych dniach kwietnia - czyli na samym początku mojej filcowej przygody - żeby uczcić pewną bardzo, bardzo okrągłą rocznicę.
Namalowałam ... a dokładniej - wzór maków w zbożu  ułożyłam z wełny, jedwabiu i loków wełnianych i ufilcowałam na mokro.

wtorek, 10 grudnia 2013

tutorial - świąteczny bałwanek z filcowanych kulek, czyli co potrafi trzecioklasista ...

O tym, jak filcowałam bałwanki z trzecioklasistami ...


Grudzień, zbliża się doroczny kiermasz świąteczny, wszyscy mobilizują siły i tworzą co się da. A ja co? Filcuję z klasą mojego syna. 
Ośmio- i dziewięciolatki stoją przed wyzwaniem filcowania na mokro. Każdy dostaje dwa kawałki - krótszy i dłuższy - wełny polskiej w kolorze białym, jak na bałwanka przystało. 


Z każdego pasma trzeba teraz delikatnie oddzielać - nie wyrywać - cieniutkie pasemka i układać je w różnych kierunkach.
Z każdej "kupki" toczymy kulkę - puszystą, jak świeży puszysty śnieg, nie ugniatamy, nie ściskamy.


Zabieramy się za pierwszą z nich, moczymy - najpierw delikatnie, z wierzchu - bardzo ciepłą wodą z mydłem (ja rozrabiam około łyżki startego naturalnego mydła na litr wody, ale różne mydła różnie się zachowują, a woda ma być "śliska"- mydło najlepsze jest oliwkowe, ale może być nasz rodzimy biały jeleń )


Zamoczoną kulkę najpierw delikatnie toczymy w dłoniach, moczymy coraz bardziej, aż stopniowo cała kulka jest już mokra. Jeżeli kulkę zamoczymy całą w wodzie, aż ocieka,  to najlepiej podrzucać ją delikatnie z ręki do ręki jak "gorący kartofel", aż się uformuje znowu w kulkę. Potem rolujemy ją delikatnie w dłoniach, które mają tworzyć zagłębienia - takie dwie łódeczki - po to żeby nie zgniatać i nie miażdżyć wełny. Stopniowo zwiększamy nacisk, możemy rolować kulkę ruchem kolistym dłoni na folii bąbelkowej - bąbelki sprzyjają filcowaniu się wełny; możemy rolować na ręczniku - tarcie przyspiesza filcowanie, możemy dalej filcować między dłońmi, coraz bardziej zwiększając nacisk.    


Dobrze ufilcowana kulka powinna być twarda.


Jeżeli powstaną na kulkach pęknięcia - można je naprawić dodając cieniutką warstewkę wełny dookoła kulki i filcując raz jeszcze - powtarzając cały proces: moczymy w gorącej - bardzo ciepłej wodzie śliskiej od mydła, rolujemy w dłoniach, na folii, na ręczniku - aż kulka będzie równa, twarda i z gładką powierzchnią. 


Gotowe kulki - mniejszą i większą - zszywamy tak, aby powstał bałwanek, najlepiej od razu tworząc zawieszkę, o ile przeznaczeniem bałwanka jest wisieć na choince. 


Skończyliśmy ciężką pracę, czas na kreatywność:
Do wykończenia bałwanków można użyć wszelkiego rodzaju materiałów: modeliny, wełny, gotowego filcu ... ja brałam pod uwagę wiek i możliwości, dlatego nasze bałwanki mają kapelusze z gotowego czarnego filcu (posklejane krążki większe i mniejsze), nosy z czerwonej wełny rolowanej w mini - dredziki (które jednak ze względu na bezpieczeństwo sama wfilcowałam igłą do filcowania na sucho - takie igły mają zadziorki na całej długości i są bardzo ostre), oczy i guziki są zrobione z koralików lub cekinów przyczepionych do kulek szpileczkami. Na szyi zawiązały dzieci swoim bałwankom kolorowe szaliczki.


Oto efekt naszej pracy. Jestem naprawdę dumna z całej klasy i Pani, która filcowała ze wszystkimi. A bałwanki będą do kupienia na kiermaszu.


Jeżeli masz więcej niż osiem lat, też możesz ufilcować wełniane kulki i zrobić takie ozdoby na choinkę.

Jakość moich zdjęć błaga o przebaczenie, ale kolejnego filcowania bałwanków w tym roku już nie będzie. I jeszcze dodam, że jeżeli kiedykolwiek uznacie, że moje zdjęcia do perfekcyjnych nie należą, pamiętajcie, że to jednak nie jest blog fotograficzny, tylko o filcowaniu. A ja powoli może dopracuję swoją - marną dziś - technikę robienia zdjęć. Miłego filcowania.

niedziela, 8 grudnia 2013

Paris wool painted - a landscape on a wet felted bag - handmade

... we'll always have Paris...

A memory of Paris adventure captured on a hand felted bag.


The bag is just big enough for a wallet, a phone, keys and a few other necessities a woman usually carries with her; approximately 28x28 cm; Might be for special occasions or for every day arounds.


To paint this Parisian landscape I used merino wool in the wide range of colors I often like to use in my pictorial felting: from all greyish tones, shades of green, white to sky-blue and navy. 


The Parisian girl is dry felted with some black merino wool, silk fibers and Sari silk, also beaded with a few pink and emmerald green tiny beads, just to accentuate her outfit.


Allthough the colors on this picture are obviously unnatural, it exposes some details unvisible otherwise, like  this little, pink, pre-felted skirt, which is tridimmensional.


Seems like I'm already addicted to the concept of painting landscapes with merino wool on my hand felted bags. I know, that my vision of the process is different than other felters', because I learned felting techniques on my own, mostly by experimenting. That makes my pictorial felting unique. 
My head is full of ideas for next landscape wool-painting projects.
Too many ideas,, too little time to felt. 
And only 16 chocolates left in my Christmas calender!

I'd appreciate your comments on mewa.filcandfelt@gmail.com